Bułki w aptece

fistoffuryDo tego wpisu sprowokowały mnie artykuły na temat rękodzieła, które od jakiegoś czasu przewijają się przez blogi oraz Facebooka. Wszystkie można by streścić jako „przestańcie się poniżać i ceńcie swoją pracę”. Z tą poradą nie ma co polemizować, ale we wszystkich tych sieciowych wynurzeniach i narzekaniach na zepsuty rynek brak mi wciąż jednego. Pokory.

W ten nurt wpisuje się także „edukacyjny” tekst http://www.orimono.ga/zyciowki/nie-badz-tym-klientem-wyjmij-slome-z-buta/ i po jego lekturze postanowiłem dołożyć swoje trzy grosze. Trudno się nie zgodzić z większością tez przedstawionych w tamtym tekście, wyliczenia na temat godzin pracy, kosztów materiałów, nauki, zobowiązań wobec państwa są znane i raczej oczywiste. Uświadomienie tego zarówno sprzedającym jak i kupującym jest ważne. Wydaje mi się jednak, że zarówno autorka tego tekstu jak i inni piszący w podobnym tonie pomijają jeden drobiazg, dzieląc się doświadczeniami.

Zauważyłem, że mottem większości autorów jest „Najważniejsze by się cenić”. Rozumiem to i potwierdzam, trzeba się cenić, choć  stosowniejszym określeniem byłoby moim zdaniem „znać swoją wartość”. Chwilę później czytamy, jako to słoma wystaje z butów kupującym, że nie odróżniają szlachetnego rękodzieła od masówki z IKEA czy Home&You i że generalnie buraki to powinny zostać na polu a nie pchać się na salony. Czytaj dalej

Kto jest ów cham z chamów, co woła zza wody?

"Edda poetycka" w Muzeum archeologicznym w Poznaniu

„Edda poetycka” w Muzeum archeologicznym w Poznaniu
Thor vs. Odyn

Dawno nie było nowego wpisu więc korzystając z odrobiny wolnego pora nadrobić zaległości. W międzyczasie powstały nowe obsadki i o tym jeszcze napiszę, ale póki co – coś świeższego! Przy okazji jest to inauguracja działu wideo. Czasem zdarza mi się filmować różne „dziwne” wydarzenia dla potomności i szkoda by było, gdybym korzystał z tego tylko ja.

W ostatnią sobotę maja, zaciekawiony plakatem na Facebooku „Kto jest ów cham z chamów, co woła zza wody?”, odwiedziłem Muzeum Archeologiczne w Poznaniu. Pod intrygującym tytułem kryło się mini przedstawienie lub, jak to określili autorzy, Stowarzyszenie Edukacji i Odtwórstwa Historycznego „AUREA TEMPORA”, fabularyzowany odczyt „Eddy Poetyckiej”. Link do pełnej, niemal godzinnej wersji nagrania znajdziecie na końcu tekstu a tym czasem co nieco o samym przedstawieniu. Czytaj dalej

Piękna miska jeść nie daje

Tak mawiały nasze prababcie, odradzają swym wchodzącym w dorosłe życie wnukom. Oczywiście miały na myśli panny, których, jakby to rzec… Powiedzmy, że jedynym atutem była uroda.

„Jak pies je to nie szczeka, bo mu miska ucieka”, „Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł i jedzeniu ze wspólnej miski”, „Robić za miskę ryżu”. Miska. Ot, zwykłe naczynie. Znany od tysięcy lat. Gliniana, drewniana, metalowa, plastikowa. Banał. Nuda.

miska_finalnasm

Moja pierwsza, własnoręcznie
wykonana miska!

To teraz wyobraźcie sobie życie bez tego wszechstronnego naczynia. Szczególnie w kuchni. Trudno, prawda? To teraz wyobraźcie sobie, że jesteście osadnikami. Zmarznięta ziemia, trudno wydobyć glinę, może za jakiś czas. Metal – zbyt cenny, lepiej przeznaczyć go na narzędzia czy broń. Za to drzew macie pod dostatkiem!

Cóż prostszego, obcinamy kawałek pnia. Już jest okrągły, więc połowa roboty za nami, wystarczy wydłubać , z drugiej strony zaokrąglić i już. Prościzna. W każdym razie tak myślałem, dopóki nie zacząłem zgłębiać tematu. Czytaj dalej

Elficka obsadka, czyli o lekceważeniu zasad i pożytkach płynących z porażki.

zlamana_obsadka

Jeden nieostrożny ruch i…

Za chwilę już wiosna! I chwała Bogu, bo zima jakoś nie może się w tym roku zdecydować co zrobić. Ani się nie rozpoczęła jak na zimę przystało, ani nie przymroziła uczciwie, odejść ostatecznie i zrobić miejsca wiośnie też nie ma zamiaru. Na pewno jeszcze złośliwie poczeka, aż wszystko rozkwitnie a potem przywali przymrozkiem, skutecznie pozbawiając nas krajowych. Taka wredzizna!

W lutową sobotę trafiła się jednak piękna pogoda, termometr pokazał całe 9 stopni na plusie, więc zapakowałem w torbę moją tokareczkę, bukowe wałki, japońską piłę Ryoba bez której obecnie nie wyobrażam sobie pracy i nowiutkie dłuta tokarskie. W tym momencie uwaga – prodakt plejsment (niesponsorowany)! Jeśli ktoś szuka dobrych narzędzi do drewna, to polecam z całego serca sklep dluta.pl z Mosiny. Tanio może nie jest, ale też nie ekstremalnie drogo a uwierzcie mi – warto, zarówno jeśli chodzi o komfort pracy jak i o bezpieczeństwo. Darujcie sobie większość narzędzi z marketów budowlanych, lepiej dobrze zaplanować wszystko i kupować po troszku, a dobrej klasy.

Wyciągnąłem wnioski z ostatnie tokarskiej porażki i po drobnej modyfikacji zabieraka zabrałem się do pracy. Kartka z rysunkiem obsadki gotowa, cale pracowicie przeliczone na centymetry, słonko grzeje niebo się śmieje. Niczym młody Artur wyciągający Ekskalibura z kamienia , wyciągnąłem nowiutkiego Narexa i zaatakowałem kręcący się kawałek buku. Czytaj dalej

Dar akacji

Akacjowy konar

Dar akacji. Mam nadzieję, że nie przyniosę
jej wstydu.

Dziś wybrałem się z córką na działkę. Ot, taki wiosenny… A nie, przecież jest luty! No dobra – na zimowy, niedzielny spacer. Zawsze się boję tych zimowych wizyt na działce, bo zwykle zastaję np. wyrwane okno, wyłamane drzwi i inne niespodzianki zostawione przez niechcianych gości.

Przy okazji miałem nadzieję znaleźć po drodze jakieś ciekawe kawałki drewna na obsadki do stalówek, za produkcję którym mam zamiar się zabrać jak tylko będzie ciepło. Ostatnio znalazłem piękny kawałek jesionu, mam też brzozę i lipę, przydałoby się jednak coś jeszcze.

Przy ścieżce prowadzącej na mój ogródek rosną w zasadzie same jesiony. Przed laty rosły też dwie akacje (a dokładniej – robinie akacjowe), jedna potężna, pamiętająca pewnie jeszcze czasy II wojny światowej, i druga, mniejsza, z której kwiatów jako dziecko wypijałem słodki sok. Niestety większa zakończyła swój drzewiasty żywot podczas poszerzania ulicy, podobnie jak wszystkie drzewa w tym samym rzędzie. Te które, które ocalały są systematycznie przycinane i czasem zdarza się, że gałęzie nie są uprzątnięte, na co oczywiście liczyłem. Czytaj dalej

Musztając wigle…

moon-brownKiedy moje dzieci były małe, czytałem im często na dobranoc bajki i wiersze. Od cudownych „Kołysanek dla maluchów” które do dziś potrafią zarecytować z pamięci, po co fajniejsze kawałki „Pana Tadeusza”. Wśród utworów grzecznych i poukładanych znalazły się też i te – jakby to rzec – ciut mniej standardowe, ze słynnym Dżabbersmokiem (lub jak kto woli Żabrołakiem) Lewisa Carolla oraz tolkienowskimi Żujpaszczami. Mimo, że dziś już pełnoletni, gdy jest odpowiedni nastrój, siedzimy przy świeczkach popijając aromatyczną herbatę, proszą jeszcze czasem o Żujpaszcze. Marzy mi się, że kiedy będą recytować je swoim dzieciom.

Bardzo lubię obydwa utwory, każdy troszkę inaczej. Dżabbersmoka przede wszystkim ze względu na cudowną zabawę językiem (i czapki z głów dla tłumaczy!), Żujpaszcze za niesamowity nastrój.

Zainspirowany tymi wierszami, dawno temu ułożyłem kiedyś swoją własną rymowankę. Akurat, by w zimowy mroźny wieczór wspomnieć upalne lato:

 

Wieczór

Szczwór w szmuklach bżdży przeciągle

musztając wigle czule,

hoplaszczy zwyrod rozmarzony,

kurlając małe trule.

  Czytaj dalej

Medieval Handwriting – manuskrypty w komórce!

Od dziecka było dla mnie oczywiste, że skoro ktoś umie pisać, to umie i czytać. Kiedy zacząłem zagłębiać się w zaczarowany świat kaligrafii, rzeczy oczywiste przestały takimi być.

Rozmawiając z miłośnikami kaligrafii zauważyłem, że spora część albo zaczynała od lektury Tolkiena i studiowania map Śródziemia, albo grając w RPGi, albo zahaczając o bractwo mniej lub bardziej rycerskie. Część, głównie dziewczyn, zachwyciło się Jean Austin. Liczyły, że pracowicie kaligrafując coś rozważnego i romantycznego, dostaną w odpowiedzi coś więcej, niż SMSa „Piękny list, ale możesz mi to wysłać mailem, jakoś normalnie? Nie mogę przeczytać”. Czytaj dalej

Kaligraficzny wolontariat i konkurs!

Kochani, dziś wrzucam informację  zachęcam do udziału w konkursie Szkoły Kaligrafii i Iluminacji Barbary Bodziony Calligraphy School z Krakowa. Oczywiście konkurs jest tylko „wartością dodaną”, istotna jest pomoc dzieciom. Zachęcam do naśladowania i podobnych inicjatyw (niekoniecznie kaligraficznych…) w swoich miastach!

akcja-szpital

Kaligrafowie – dzieciom!

KONKURS!

Kochani Fundacja Sztuka Kaligrafii razem z naszą Szkołą rusza z PROJEKTEM WOLONTARIACKIM: zajęcia kaligraficzne na oddziałach dziecięcych szpitali w Krakowie.

Wolontariusze – nasi uczniowie będą proponować dzieciom w szpitalu ciekawe zajęcia z kaligrafii i iluminacji średniowiecznej.

Szukamy dobrej NAZWY AKCJI WOLONTARIACKIEJ – dlatego proponujemy Wam wszystkim abyście pomogli nam ją znaleźć!

NAGRODA w postaci DARMOWEGO WEEKENDU ZAJĘĆ w naszej szkole dla osoby, która wygra konkurs (lub dla osoby wybranej przez WYGRANEGO)

możecie wysyłać hasła na wiadomość FB lub na maila szkoły: biuro@szkolakaligrafii.pl

Jeśli możecie UDOSTĘPNIJCIE nasz post!

 

Nowy nabytek! Stołowa tokarka!

Mój nowy nabytek - przenośna tokarka, jeszcze bezimienna!

Mój nowy nabytek – przenośna tokarka, jeszcze bezimienna!

Ha! Muszę się Wam pochwalić nowym nabytkiem! Od dłuższego czasu „chorowałem” na własną tokarkę do drewna, warunek – musiałaby być możliwie mała, przenośna i łatwa do schowania. Aha… I tania!

Jedyny sensownym rozwiązaniem (i dla mnie zupełnie wystarczającym) okazała się prosta przystawka napędzana wiertarką. Takie przystawki robiła kiedyś nasza Celma, ale egzemplarze które znajdywałem na Allegro czy innych serwisach były albo drogie, albo niekompletne, albo w kiepskim stanie. W każdym razie polowałem od dłuższego czasu na dobrą okazję.

Parę dni temu przeglądam aukcje i nagle – bach! Jest, śliczna, mała pomarańczowa tokareczka, dokładania taka, jakiej chciałem! Niestety była to aukcja ale udało się – miałem odrobinę szczęścia (wygrałem dosłownie o włos!). Tak sobie myślę, że ewidentnie chciała trafić w moje ręce.

W każdym razie dziś do mnie dotarła moja ślicznotka, zobaczymy jak się będzie sprawować. Bo wiecie, jak to czasem mówią – „ładna miska jeść nie daje”. Czytaj dalej

The Hobbit Day! Robimy lembasy!

Lembasy

Elficki chleb podróżny – lembasy

Dziś fani Tolkiena zaczynają tydzień tolkienowski obchodzą The Hobbit Day, świętując kolejne urodziny Bilba i Froda Bagginsów, które oni zapewne też świętują gdzieś-tam, w Nieśmiertelnych Krainach. Co prawda są ortodoksi (pozdrawiam Galdhorna i Elendilion!) , którzy udowadniają, że według hobbickiego kalendarza było to parę dni wcześniej, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia. Skoro można posiedzieć w inny niż zwykle sposób z rodziną, poświętować i „zażyć klimatu” – każda okazja jest dobra!

Oczywiście będziemy czytać teksty J.R.R. Tolkiena, ale czymże byłoby hobbickie przyjęcie bez poczęstunku! Dziś atrakcją dnia są lembasy, elficki chleb podróżny, który ponoć „starczał na jeden dzień wędrówki dla rosłego mężczyzny. Oczywiście elfowie nigdy nie zdradzili sekretu wyrobu lembasów, musimy się więc zadowolić jedną z dziesiątków prób odtworzenia tej potrawy. Czy jest w stanie przetrwać parę miesięcy? Trudno powiedzieć, za szybko „schodzą”, natomiast z pewnością nie jest to dietetyczny produkt dla elfek, no chyba, że amerykańskich… Czytaj dalej