Dar akacji

Akacjowy konar

Dar akacji. Mam nadzieję, że nie przyniosę
jej wstydu.

Dziś wybrałem się z córką na działkę. Ot, taki wiosenny… A nie, przecież jest luty! No dobra – na zimowy, niedzielny spacer. Zawsze się boję tych zimowych wizyt na działce, bo zwykle zastaję np. wyrwane okno, wyłamane drzwi i inne niespodzianki zostawione przez niechcianych gości.

Przy okazji miałem nadzieję znaleźć po drodze jakieś ciekawe kawałki drewna na obsadki do stalówek, za produkcję którym mam zamiar się zabrać jak tylko będzie ciepło. Ostatnio znalazłem piękny kawałek jesionu, mam też brzozę i lipę, przydałoby się jednak coś jeszcze.

Przy ścieżce prowadzącej na mój ogródek rosną w zasadzie same jesiony. Przed laty rosły też dwie akacje (a dokładniej – robinie akacjowe), jedna potężna, pamiętająca pewnie jeszcze czasy II wojny światowej, i druga, mniejsza, z której kwiatów jako dziecko wypijałem słodki sok. Niestety większa zakończyła swój drzewiasty żywot podczas poszerzania ulicy, podobnie jak wszystkie drzewa w tym samym rzędzie. Te które, które ocalały są systematycznie przycinane i czasem zdarza się, że gałęzie nie są uprzątnięte, na co oczywiście liczyłem. Czytaj dalej

Musztając wigle…

moon-brownKiedy moje dzieci były małe, czytałem im często na dobranoc bajki i wiersze. Od cudownych „Kołysanek dla maluchów” które do dziś potrafią zarecytować z pamięci, po co fajniejsze kawałki „Pana Tadeusza”. Wśród utworów grzecznych i poukładanych znalazły się też i te – jakby to rzec – ciut mniej standardowe, ze słynnym Dżabbersmokiem (lub jak kto woli Żabrołakiem) Lewisa Carolla oraz tolkienowskimi Żujpaszczami. Mimo, że dziś już pełnoletni, gdy jest odpowiedni nastrój, siedzimy przy świeczkach popijając aromatyczną herbatę, proszą jeszcze czasem o Żujpaszcze. Marzy mi się, że kiedy będą recytować je swoim dzieciom.

Bardzo lubię obydwa utwory, każdy troszkę inaczej. Dżabbersmoka przede wszystkim ze względu na cudowną zabawę językiem (i czapki z głów dla tłumaczy!), Żujpaszcze za niesamowity nastrój.

Zainspirowany tymi wierszami, dawno temu ułożyłem kiedyś swoją własną rymowankę. Akurat, by w zimowy mroźny wieczór wspomnieć upalne lato:

 

Wieczór

Szczwór w szmuklach bżdży przeciągle

musztając wigle czule,

hoplaszczy zwyrod rozmarzony,

kurlając małe trule.

  Czytaj dalej

Medieval Handwriting – manuskrypty w komórce!

Od dziecka było dla mnie oczywiste, że skoro ktoś umie pisać, to umie i czytać. Kiedy zacząłem zagłębiać się w zaczarowany świat kaligrafii, rzeczy oczywiste przestały takimi być.

Rozmawiając z miłośnikami kaligrafii zauważyłem, że spora część albo zaczynała od lektury Tolkiena i studiowania map Śródziemia, albo grając w RPGi, albo zahaczając o bractwo mniej lub bardziej rycerskie. Część, głównie dziewczyn, zachwyciło się Jean Austin. Liczyły, że pracowicie kaligrafując coś rozważnego i romantycznego, dostaną w odpowiedzi coś więcej, niż SMSa „Piękny list, ale możesz mi to wysłać mailem, jakoś normalnie? Nie mogę przeczytać”. Czytaj dalej

Kaligraficzny wolontariat i konkurs!

Kochani, dziś wrzucam informację  zachęcam do udziału w konkursie Szkoły Kaligrafii i Iluminacji Barbary Bodziony Calligraphy School z Krakowa. Oczywiście konkurs jest tylko „wartością dodaną”, istotna jest pomoc dzieciom. Zachęcam do naśladowania i podobnych inicjatyw (niekoniecznie kaligraficznych…) w swoich miastach!

akcja-szpital

Kaligrafowie – dzieciom!

KONKURS!

Kochani Fundacja Sztuka Kaligrafii razem z naszą Szkołą rusza z PROJEKTEM WOLONTARIACKIM: zajęcia kaligraficzne na oddziałach dziecięcych szpitali w Krakowie.

Wolontariusze – nasi uczniowie będą proponować dzieciom w szpitalu ciekawe zajęcia z kaligrafii i iluminacji średniowiecznej.

Szukamy dobrej NAZWY AKCJI WOLONTARIACKIEJ – dlatego proponujemy Wam wszystkim abyście pomogli nam ją znaleźć!

NAGRODA w postaci DARMOWEGO WEEKENDU ZAJĘĆ w naszej szkole dla osoby, która wygra konkurs (lub dla osoby wybranej przez WYGRANEGO)

możecie wysyłać hasła na wiadomość FB lub na maila szkoły: biuro@szkolakaligrafii.pl

Jeśli możecie UDOSTĘPNIJCIE nasz post!

 

Nowy nabytek! Stołowa tokarka!

Mój nowy nabytek - przenośna tokarka, jeszcze bezimienna!

Mój nowy nabytek – przenośna tokarka, jeszcze bezimienna!

Ha! Muszę się Wam pochwalić nowym nabytkiem! Od dłuższego czasu „chorowałem” na własną tokarkę do drewna, warunek – musiałaby być możliwie mała, przenośna i łatwa do schowania. Aha… I tania!

Jedyny sensownym rozwiązaniem (i dla mnie zupełnie wystarczającym) okazała się prosta przystawka napędzana wiertarką. Takie przystawki robiła kiedyś nasza Celma, ale egzemplarze które znajdywałem na Allegro czy innych serwisach były albo drogie, albo niekompletne, albo w kiepskim stanie. W każdym razie polowałem od dłuższego czasu na dobrą okazję.

Parę dni temu przeglądam aukcje i nagle – bach! Jest, śliczna, mała pomarańczowa tokareczka, dokładania taka, jakiej chciałem! Niestety była to aukcja ale udało się – miałem odrobinę szczęścia (wygrałem dosłownie o włos!). Tak sobie myślę, że ewidentnie chciała trafić w moje ręce.

W każdym razie dziś do mnie dotarła moja ślicznotka, zobaczymy jak się będzie sprawować. Bo wiecie, jak to czasem mówią – „ładna miska jeść nie daje”. Czytaj dalej

The Hobbit Day! Robimy lembasy!

Lembasy

Elficki chleb podróżny – lembasy

Dziś fani Tolkiena zaczynają tydzień tolkienowski obchodzą The Hobbit Day, świętując kolejne urodziny Bilba i Froda Bagginsów, które oni zapewne też świętują gdzieś-tam, w Nieśmiertelnych Krainach. Co prawda są ortodoksi (pozdrawiam Galdhorna i Elendilion!) , którzy udowadniają, że według hobbickiego kalendarza było to parę dni wcześniej, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia. Skoro można posiedzieć w inny niż zwykle sposób z rodziną, poświętować i „zażyć klimatu” – każda okazja jest dobra!

Oczywiście będziemy czytać teksty J.R.R. Tolkiena, ale czymże byłoby hobbickie przyjęcie bez poczęstunku! Dziś atrakcją dnia są lembasy, elficki chleb podróżny, który ponoć „starczał na jeden dzień wędrówki dla rosłego mężczyzny. Oczywiście elfowie nigdy nie zdradzili sekretu wyrobu lembasów, musimy się więc zadowolić jedną z dziesiątków prób odtworzenia tej potrawy. Czy jest w stanie przetrwać parę miesięcy? Trudno powiedzieć, za szybko „schodzą”, natomiast z pewnością nie jest to dietetyczny produkt dla elfek, no chyba, że amerykańskich… Czytaj dalej

Poziomkowo

Smakowita poziomka :)

Hobbicka poziomka! 😉

Obsługiwałem kiedyś forum jednej z polskich pisarek, od strony informatycznej oczywiście. Czasem nawet na owym forum się odezwałem. Niestety, po paru wpisach niezgodnych „z myślą przewodnią partii”,  autorka mnie koniec końców zbanowała, dorabiając przy okazji przed czytelniczkami „gębę” godną co najmniej teczki w IPN. Ot, życie.

Samo forum i jego zakręcone czytelniczki wspominam za to bardzo mile. Pewnego razu, czytając gorącą dyskusję (wręcz sabat!) o nowej książce, pełną setek westchnień i słodkich pozdrowień, przy których fotki z młodymi kotkami i szczeniaczki to niemal „Teksańska masakra piłą mechaniczną”, popełniłem utwór wierszowany o roboczym tytule „Poziomkowe pole”. Paru dziewczynom się spodobał, odważę się więc po latach pokazać go publicznie.

A poza tym uwielbiam poziomki! W moim małym Hobbitonie, mimo że już niemal jesień – wciąż rosną!

Czytaj dalej

Galeria na wiosnę!

W końcu uruchomiłem galerię! Będę stopniowo przerzucał część zdjęć z Facebooka (głównie z „Ogródkowa”) no i oczywiście dodawał nowe.

raz zapraszam do odwiedzin w moim Hobbitonie.  Więcej napiszę o nim w „normalnym” wpisie, ale póki możecie obejrzeć parę fotek z mego prywatnego kawałka Shire.

Hobbicka spiżarnia. Robimy białą kiełbasę!

Hobbicka spiżarnia

Moje marzenie – pełna hobbicka spiżarnia.
Fotos z filmu „Hobbit: Niezwykła podróż” (2012)

Jedną z rzeczy która  mnie od zawsze fascynuje w uniwersum Tolkiena i którą chciałbym mieć, to… Nie, nie pancerz z mithrillu, nie Jedyny Pierścień czy smocze złoto. To hobbicka spiżarnia. Nie muszę dodawać, że pełna.

Różne są oczywiście teorie na temat tego, co jedli Hobbici, kiedyś jeszcze napiszę na ten temat, ale teraz mogę stwierdzić jedno – zawsze jedli dobrze. Pyszne, głównie lokalne produkty, których dziś szukamy w sklepach ze „swojskim jadłem” czy jak to uczenie się teraz nazywa – z żywnością organiczną. Oczywiście nie odrzucali produktów z daleki krain (np. ziemniaki czy tytoń), podobnie zresztą jak Brytyjczycy, na których wzorował się J.R.R. Tolkien tworząc postaci niziołków.  Jak coś im smakowało – włączali po prostu do swego jadłospisu i uznawali za swoje. Daleko nie szukając fish and chips które swe korzenie ma w kuchni żydowskiej. Czytaj dalej

Z pamiętniczka skryby. Część 5 – Uncjała, czyli o pożytkach płynących z wiedzy o żelazkach.

The Book of Kells, folio 106r, fragment strony

The Book of Kells, folio 106r, fragment strony.
Zobacz całość na stronach Trinity College

Po Bożym Narodzeniu, przeżywając jeszcze pierwszą pracę zaliczeniową mojego kaligraficznego przedszkola, zapisałem się na kolejny kurs. Tym razem tematem była uncjała scriptura uncialis, używana od IV do X wieku (lub jeśli liczyć uncjałę grecką to od III wieku). Niejako cofnąłem się więc w czasie (karolina jest późniejszym krojem), wracając do swojej pierwszej miłości, czyli „celtyckich literek”.
Zasadniczo celtyckie to raczej są ogamy, ale miłośnikom pomrocznych dziejów, celtofilom, folkowcom, fanom fantasy i innym dziwakom najbardziej znana jest właśnie iroszkocka, bardzo charakterystyczna odmiana uncjały, znana ze słynnej „The Book of Kells”. Zresztą – jak byliście w jakimś irlandzkim pubie albo mieliście w ręku płytę z muzyką celtycką czy choćby nawiązującą klimatem – to istnieje duża szansa, że widzieliście tę odmianę uncjały.
Do muzeum jechałem nastawiony co najmniej pozytywnie i mniej zestresowany niż za pierwszym razem. Mistrzyni była znana, stalówka też jakby bardziej przyjazna, papier jakiś taki mniej szorstki, ręce mniej drżące. Jednymi słowy – jechałem jako stary wyjadacz. Czytaj dalej