uncjała

Krótka rzecz o miłowaniu (historii języka polskiego…)

Wpis o budowie podświetlarki (podobnie jako o tabliczkach woskowych i innych rzeczach które obiecałem dawno temu) „się robi”, ale jakoś już tradycyjnie nie mogę go dokończyć. Za to dziś relacja na gorąco z krótkiego spotkania ze studentami z Koła Miłośników Historii Języka Polskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Przeglądając fejsbukowy śmietnik znalazłem takie oto zaproszenie na 25 listopada: „Jeśli chcesz zajrzeć w notatki średniowiecznego studenta i dowiedzieć się, czego i jak musiał się uczyć; jeśli chcesz przeczytać piosenki, które podśpiewywał od czasu do czasu; jeśli chcesz spróbować rozwiązać staropolską zagadkę i wziąć udział w losowaniu atrakcyjnych nagród – odwiedź nasze stoisko!”. Skoro ktoś tak zachęca, na obrazku widzę pióra i butelki z atramentem, a w dodatku droga powrotna do domu wiedzie tuż obok – grzechem byłoby nie skorzystać!

kolomhjp-prezentuje

Katarzyna Marcisz, Natalia Hemmerling, Aleksandra Napierała, Wojciech Stelmach na stoisku KMHJP
prezentują plansze z reprodukcjami staropolskich tekstów (podpisałem wg informacji jakie dostałem, jak kogoś pomyliłem to przepraszam!)

Czytaj dalej

Z pamiętniczka skryby. Część 5 – Uncjała, czyli o pożytkach płynących z wiedzy o żelazkach.

The Book of Kells, folio 106r, fragment strony

The Book of Kells, folio 106r, fragment strony.
Zobacz całość na stronach Trinity College

Po Bożym Narodzeniu, przeżywając jeszcze pierwszą pracę zaliczeniową mojego kaligraficznego przedszkola, zapisałem się na kolejny kurs. Tym razem tematem była uncjała scriptura uncialis, używana od IV do X wieku (lub jeśli liczyć uncjałę grecką to od III wieku). Niejako cofnąłem się więc w czasie (karolina jest późniejszym krojem), wracając do swojej pierwszej miłości, czyli „celtyckich literek”.
Zasadniczo celtyckie to raczej są ogamy, ale miłośnikom pomrocznych dziejów, celtofilom, folkowcom, fanom fantasy i innym dziwakom najbardziej znana jest właśnie iroszkocka, bardzo charakterystyczna odmiana uncjały, znana ze słynnej „The Book of Kells”. Zresztą – jak byliście w jakimś irlandzkim pubie albo mieliście w ręku płytę z muzyką celtycką czy choćby nawiązującą klimatem – to istnieje duża szansa, że widzieliście tę odmianę uncjały.
Do muzeum jechałem nastawiony co najmniej pozytywnie i mniej zestresowany niż za pierwszym razem. Mistrzyni była znana, stalówka też jakby bardziej przyjazna, papier jakiś taki mniej szorstki, ręce mniej drżące. Jednymi słowy – jechałem jako stary wyjadacz. Czytaj dalej