Dar akacji

Akacjowy konar

Dar akacji. Mam nadzieję, że nie przyniosę
jej wstydu.

Dziś wybrałem się z córką na działkę. Ot, taki wiosenny… A nie, przecież jest luty! No dobra – na zimowy, niedzielny spacer. Zawsze się boję tych zimowych wizyt na działce, bo zwykle zastaję np. wyrwane okno, wyłamane drzwi i inne niespodzianki zostawione przez niechcianych gości.

Przy okazji miałem nadzieję znaleźć po drodze jakieś ciekawe kawałki drewna na obsadki do stalówek, za produkcję którym mam zamiar się zabrać jak tylko będzie ciepło. Ostatnio znalazłem piękny kawałek jesionu, mam też brzozę i lipę, przydałoby się jednak coś jeszcze.

Przy ścieżce prowadzącej na mój ogródek rosną w zasadzie same jesiony. Przed laty rosły też dwie akacje (a dokładniej – robinie akacjowe), jedna potężna, pamiętająca pewnie jeszcze czasy II wojny światowej, i druga, mniejsza, z której kwiatów jako dziecko wypijałem słodki sok. Niestety większa zakończyła swój drzewiasty żywot podczas poszerzania ulicy, podobnie jak wszystkie drzewa w tym samym rzędzie. Te które, które ocalały są systematycznie przycinane i czasem zdarza się, że gałęzie nie są uprzątnięte, na co oczywiście liczyłem.

Niestety, jak na złość tym razem robotnicy się postarali i nic nie znalazłem. Pokazałem córce miejsce w którym obcięto gałąź i mówię: „Zobacz jakie cudowne słoje, żeby tak chociaż kawałek znaleźć, jakiś fragment grubszego konaru”. Nie wiem, czy gdzieś w pobliży przyczaił się jakiś Pasterz Drzew, czy to samo drzewo postanowiło odwdzięczyć mi się za komplement. Coś mnie tknęło i zaczął się baczniej przyglądać i nagle zobaczyłem inną obciętą gałąź, wystającą nienaturalnie spośród innych. Dotknąłem ręką, gałąź poruszyła się lekko. Hurra! Okazało się, że podczas przycinania drzewa kawałek ten wpadł między rozwidlenie konarów i już tam został. Musiał już jakiś czas leżeć, bo kora i łyko było już w kiepskim stanie, ale rdzeń wyglądał na całkiem przyzwoity.

Drzewo przez chwilę się jakby zastanawiało, czy aby na pewno zasłużyłem na ten prezent i nie chciało wypuścić swojej własności. W końcu gałąź spadła na ziemię i zanieśliśmy ją na działkę, by poczekała na cieplejsze dni. Okorowana, oczyszczona wstępnie ze spróchniałych tkanek leży sobie w altanie i pewnie zastanawia się teraz „co ze mnie będzie?”. No cóż, zobaczymy, mam nadzieję, że coś pięknego, a jak nie pięknego, to przynajmniej pożytecznego.

Jestem niemal pewien, że w tym momencie wielu puka się w czoło i mówi „Rany, co za pokręcony gość, znalazł gałąź i przeżywa. Za parę złotych kupiłby w Castoramie”. Ano tak, przeżywam. I wiecie co? Chyba mam głęboko w nosie, tak głęboko, że aż nie wypada mówić dokąd sięga, co kto na ten temat myśli.

A Tobie akacjo dziękuję. Rośnij zdrowo i powiedz jeszcze wielu panno, czy kocha, lubi, szanuje…

 

One Response to Dar akacji

  • przy okazji „drzewnego ” tematu polecam sok z brzozy (oczywiście pozyskiwany samemu), czy z akacji też można? nie wiem, wydaje mi się zbyt „sucha” 😉 pozdr